W pewnym mieście żył człowiek o imieniu Edward, którego przyjaciele nazywali Eddy. Eddy słynął z nieprawdopodobnego talentu do rozwiązywania wszelkich zagadek. Wykorzystywał ten talent uczęszczając nałogowo do escape roomów. W swoim mieście dość szybko rozwiązał wszystkie zadania w wszystkich escape roomach i zaczął jeździć po Polsce. Nie było takiego roomu, którego by nie pokonał w rekordowym czasie. Jego sława niosła się po całym kraju i jeden sprytny właściciel takiego miejsca z Polski Wschodniej zaczął reklamować swój przybytek hasłem „Escape Room Sfinks – nawet Eddy nie dałby rady”. Oczywiście przyciągnęło to w pierwszej kolejności Edwarda, który gładko przeszedł przez wszystkie zadania, by wylądować w pokoju z wielką figurą Sfinksa, która przemówiła cyfrowo przetworzonym głosem:

- Co to jest: jednego dnia jest większe. Drugiego dnia jest mniejsze. A trzeciego dnia może być mniejsze lub większe jednocześnie.

Eddy prychnął rozczarowany:

- To proste przecież. Wynagrodzenie po wprowadzeniu Polskiego Ładu.

Sfinks westchnął cyfrowym smutkiem, a przysłuchujący się temu w pomieszczeniu za ścianą właściciel jęknął, bo czekały go wydatki na zmianę hasła promującego biznes. Ale wtedy Eddy znów przemówił.

- Ech. Jak sobie przypomniałem o tym Polskim Ładzie, to mi się nie chce na zewnątrz wychodzić. Może ja bym tu został na zawsze i w ukryciu układał zagadki?

Sfinks radośnie zamrugał czerwonymi diodami w oczach, a właściciel aż klasnął w dłonie z radości. Od tej pory Sfinks uchodził za najbardziej wymagający escape room w kraju. A hasło promujące zmieniono na „Sfinks – zagadki trudniejsze nawet niż przepisy Polskiego Ładu”.

Posłuchaj na CRIDOTECE >> Zagadka Sfinksa